TO, CO W SOBIE CENIĘ

  1. Siła wewnętrzna – to jest pierwsza rzecz, o której pomyślałam

„Mam w sobie moc niezwykłą, mogę użyć jej gdy chcę” – tak zaczyna się piosenka czołówkowa w jednym z seriali dla dzieci / młodzieży – i ja tak właśnie czuję. Gdy czegoś bardzo chcę, nic i nikt nie jest w stanie mnie powstrzymać. Jak sobie coś zaplanuję – nie ma mowy, abym odpuściła. Gdy los sypie piaskiem w oczy i urywa głowę wiatr złych zbiegów okoliczności – zawsze mam siłę aby iść do przodu, walczyć, wywarzać bramy i wracać oknem, gdy ktoś mnie wyrzuca przez drzwi. Nie ma dla mnie rzeczy realnie niemożliwych. Nie odpuszczam, osiągam cele, zamieniam marzenia w plany i rozpisuję na zadania, a potem skutecznie realizuję. Nie wiem, skąd bierze się ta siła – może z determinacji, żeby być lepsza i mieć więcej. Ciągle do przodu.

  1. Kult nauki i samodoskonalenia, różnorodność zainteresowań i rzeczy, którymi się zajmuję

W dzisiejszych czasach nie jest to już takie oczywiste, jednak moje pokolenie wychowało się w mentalności „studia otworzą Ci drogę”. Od zawsze wiedziałam, że pójdę na studia, od VII klasy szkoły podstawowej miałam wybrany kierunek (nawet nie jestem teraz pewna, czy w ogóle rozważałam inne kierunki). Na szczęście moi Rodzice zawsze szanowali moje wybory i nie szczędzili środków na moją edukację (bardzo Wam dziękuję). I gdy nie dostałam się na te studia, od razu znalazłam alternatywę, byle nie siedzieć w domu, nie tracić czasu, robić coś. Wybrałam coś zupełnie innego (zwrot o 180 stopni) –i nie żałuję. Dzięki temu jestem tu, gdzie jestem. Mój pęd do nauki dostrzegam patrząc wstecz już w podstawówce – zawsze byłam ambitna, robiłam zadania dla chętnych, zgłaszałam się do odpowiedzi, udzielałam społecznie. Zostałam gospodynią klasową w I klasie nie dlatego, że byłam popularna, a dlatego, że bardzo chciałam i się zgłosiłam. W harcerstwie zdobywałam kolejne odznaki, od razu w zasadzie zostałam przyboczną, więc dość wysoko w hierarchii – chyba dlatego, że nie lubiłam być przeciętniakiem. Podczas studiów zdobywałam dodatkowe certyfikaty, poznawałam nowe rzeczy, próbowałam pracować. Każde złe i dobre doświadczenia sprawiło, że jestem jaka jestem. Mając 37 lat nadal lubię się rozwijać, nowe jest dla mnie wyzwaniem, a nie przeszkodą, problemem.  Rozwijam się, zdobywam nowe umiejętności, wiedzę, kompetencje, jestem ekspertem, specjalistką itp. Jak już pisałam – staram się być perfekcjonistką, a to wyklucza spoczęcie na laurach i stanie w miejscu.
Jednocześnie doceniam w sobie i pielęgnuję umiejętność bycia osobą wielozadaniową (w pozytywnym znaczeniu), zajmowanie się rozwojem i pracą w różnych kierunkach, na różnych płaszczyznach. Lubię w sobie otwartość na nowe idee, działania, inspirację. Lubię się inspirować i czuć się zainspirowana.

  1. Pracowitość i aktywność ale i umiejętność odpoczywania

„Pracuj, pracuj a garb sam Ci wyrośnie” – tak zwykle mówi moja Mama, gdy dzwonię do niej z pracy i nie mogę za długo rozmawiać. Coś w tym jest. Od siedzenia często bolą plecy czy kark i tworzą się skrzywienia kręgosłupa. Na szczęście w moim wieku jeszcze tego nie odczuwam jakoś dotkliwie (odpukać). Uważam, że moja pracowitość (nie pracoholizm) była środkiem do osiągnięcia w życiu wielu celów, spełnienia marzeń, osiągnięcia jakiegoś poziomu zarobków oraz postawy społecznej czy zawodowej. Moja wiedza ekspercka czy umiejętności nie spadły mi z nieba, wszystko w zakresie zawodowym zawdzięczam swojej pracowitości. I chyba dlatego mnie tak irytuje, gdy ktoś się dziwi, że się cenię. Pracowita jestem również w przypadku prac domowych, ogrodniczych czy hobbystycznych – ten aspekt nie dotyczy tylko pracy i zarabiania pieniędzy. Lubię jak się dużo dzieje, im więcej, tym wzrasta moje zaangażowanie, produktywność, efektywność, zorganizowanie. Nie przepadam za bezczynnością. Ale potrafię też odpoczywać. Nauczyłam się tego po okresie wzmożonego pracoholizmu. Nauczyłam się odpoczywać, nic nie robić, dać sobie wolne, czy zrobić totalny day off. To cenna umiejętność, a może nawet pewien rodzaj postawy życiowej, pozwalający na zachowanie swoistej równowagi praca – życie.

  1. Punktualność i uporządkowanie

Jako osoba ze zwichrowaną psychiką w aspekcie produktywności, efektywności i zarządzania organizacją czasu własnego lubię być punktualna. I jestem, nie spóźniam się, chociaż marnuję przez to dużo czasu na czekanie – zbyt dużo, bo przeważnie jestem za wcześnie. O ile przy sprzyjających okolicznościach można ten czas efektywnie wykorzystać, o tyle czasem naprawdę tylko siedzę i czekam i tracę czas. W punktualności nie chodzi tylko o to, żeby szanować czas osoby, do której się przychodzi, czy z którą się spotykamy. Chodzi również o to, aby szanować swój własny czas – ten, który mamy do EFEKTYWNEGO wykorzystania. I efektywnie go wykorzystywać. Punktualność kojarzymy często z rozpoczynaniem spotkania, przybywaniem, mówimy o tym, by się nie spóźnić. Ale ważne jest także wymiar czasu, który poświęcamy na samo spotkanie – jeśli czas zebrania jest określony to nie przedłużajmy go bezproduktywnie. Pamiętajmy o kolejnych zadaniach z naszej listy. Kończmy również punktualnie. Uważam, że umiejętność przychodzenia na czas i wychodzenia w stosownym czasie jest moja bardzo mocną stroną.
Lubię też swoje uporządkowanie, cenię tę umiejętność także u innych. Chaos toleruję (głównie u innych) tylko w formie twórczej.

  1. Zorganizowanie się, a w konsekwencji produktywność

To prawda, nie ma opcji, aby się czegoś nie udało załatwić, pogodzić, wykonać. Duży wpływ na sukces osiągania celów ma ich odpowiednie zaplanowanie, spriorytetyzowanie i działanie systematycznie, logistycznie i logicznie. Dzięki temu, sprawdzam się w różnych sytuacjach, a każdy dzień doskonali moje umiejętności w tym zakresie. Jestem po prostu efektywna.

  1. Konsekwencja w działaniu (nie dotyczy absolutnie kwestii wychowania dziecka…)

Jedna z cech, którą inni nazywają uporem czy tworzeniem problemów – po prostu jeśli podejmuję decyzję i wybieram pewną drogę to podążam konsekwentnie za tą decyzją poprzez tą drogę i zwalczam kolejne przeszkody i / lub zbieram napotkane skarby. Sprawdza się doskonale w zarządzaniu projektami, mniejsze przełożenie ma w życiu osobistym. Jak podejmuję decyzję w tym miesiącu to w kolejnym tkwię w tej konsekwencji, zrobiłam już 1000 kolejnych rzeczy w wyniku takiej decyzji i nie mogę teraz wrócić i jej zmienić. Próba zmieniania decyzji pod wpływem impulsu bez patrzenia w przeszłość (powody) i przyszłość (możliwe do oszacowania konsekwencje, wpływy i ryzyko) położyła wiele projektów zawodowych czy spraw osobistych. Konsekwencja i trwanie w miarę możliwości przy danym wyborze czy decyzji pozwala na zachowanie pewnego kręgosłupa moralnego i określenie swojej pozycji w grupie.

  1. Gotowanie i pasje (hobby)

To bardzo ważna umiejętność, jeśli ma się Rodzinę i wspólnotę domową a także pocieszne i szerokie grono znajomych. Bardzo lubię gotować, przyjmować gości, częstować ich moimi potrawami. Jest to taka umiejętność, która pozwala również zaimponować innym, podbić ich serca (przez żołądek) i słuchać pochwał! Pomaga mi również w otaczaniu opieką moich bliskich. Lubię, gdy czują się przeze mnie zaopiekowani. W tym punkcie jest też miejsce na pasję – znam wiele osób, które mają pasje (różne, jedną lub kilka) i je rozwijają i spełniają się w tym. Znam też jednak wiele osób, które pasji nie mają – w dzisiejszych czasach można mieć czas na pasję, można mieć pasję za darmo lub za dużą kasę, ale można też w ogóle nie być zainteresowanym tym obszarem osobistego świata (z braku czasu, z rozleniwienia, z braku potrzeby). Doceniam w sobie właśnie to, że mam pasję (i to kilka) i mam czas na ich rozwój.

tutor-407361__180

A Wy co w sobie doceniacie?

Kaśka

2 myśli na temat “TO, CO W SOBIE CENIĘ

  1. A ja najbardziej doceniam w sobie to, że jestem kobietą. Czasem niezorganizowaną, rozchwianą emocjonalnie, z delikatną duszą… Ale też silną, wytrwałą i zawziętą 😉
    W kwestii konsekwencji mam odwrotnie – przy trójce dzieci brak konsekwencji byłby tragiczny. Ale jeśli chodzi o drogę zawodową… szkoda słów 😉 Aż dziw bierze, kiedy pomyślę że od kilku lat bloga prowadzę!

Dodaj komentarz