Minimalizm mieszka w głowie

P1020948Minimalizm to nie jest ilość posiadanych rzeczy. Możesz mieć mało rzeczy i nie być minimalistą wcale. Możesz mieć dużo rzeczy i minimalistą być. Bo minimalizm to stan umysłu, a nie stan posiadania.

Wpadłam na to podczas porządków. W minimalizmie nie chodzi o to, aby pozbyć się wszystkiego, chociaż na pewno upraszcza to życie, porządkuje przestrzeń, jest modne. Bardzo często wyrzucenie rzeczy, których nie używamy wiąże się z wyrzuceniem rzeczy, które zwyczajnie nie są nam potrzebne. Tym samym, poprzez takie porządki, robimy miejsce. Pusta przestrzeń daje tak wiele możliwości! Pozwala złapać oddech, pozwala spojrzeć z innej perspektywy (odbałaganionej). Z drugiej strony kusi perspektywą ponownego zarzucenia, zastawiania, zagospodarowania.

Ale! Minimalizm nie polega na zrobieniu miejsca na nowe. Niezależnie, czy to dotyczy blatów i szafek kuchennych, garderoby i szafy, czy książek i wazonów (tudzież innych durnostojek kurzołapek), celem minimalizowania nie jest zrobienie miejsca na ustawianie kolejnych rzeczy.

Minimalizm to stan umysłu

Porządek w głowie. Równowaga pomiędzy stanem pragnienia i stanem posiadania. Nie chodzi o to, aby nie kupować niczego, nawet jeśli jest to potrzebne (kolejna para butów, kolejna książka). W mojej opinii chodzi bardziej o to, aby żyć w zgodzie z tym, co się posiada. Aby to, co się posiada było wystarczające, czyli posiadać wystarczająco mało. Albo wystarczająco dużo.

Nie chodzi o to, by nie potrzebować więcej, minimalizm to nie jakaś cholerna asceza. Chodzi o to, aby zweryfikować potrzebę z zachcianką. Czy chcę kupić kolejną sukienkę bo [zachcianka] zobaczyłam piękną różową w drobne żółte kwiatuszki, na dodatek na wyprzedaży (-88%)? Czy może chcę (muszę) kupić kolejną sukienkę [potrzeba], ponieważ mam okazję, na którą żadna z dwóch posiadanych przeze mnie sukienek nie jest odpowiednia? A może, pomimo potrzeby lub zachcianki jednak nie chcę w ogóle kupować kolejnej sukienki, bo jestem minimalistką i mam już 2 sukienki.

Które z tych podejść jest najbliższe Tobie, z którym się zgadzasz? 

Ulegasz zachciankom, czy trzymasz minimalistyczną dyscyplinę? Ja czasem ulegam. Bardzo rzadko, ale tą samodyscyplinę trenuję już prawie 4 lata. Nie kupię tylko dlatego bo ładne i na wyprzedaży i tylko 29,90 PLN zamiast 229,90 PLN. Najczęściej kwituję to tak: “No ładne, ale na co mi to?”. Lata pracy nad sobą (i zakupoholizmem) sprawiły, że potrafię się powstrzymać zwłaszcza przed przecenami i wyprzedażami. Nie ukrywam, mam czasem zamysł na zmianę stylu, albo w zeszłym roku latem stwierdziłam, że przydałaby mi się długa sukienka. A w tym roku na wiosnę, że potrzebuję eleganckiej sukienki – nie wieczorowej, po prostu eleganckiej – na konferencje, na rozmowę o pracę, na chrzciny dziecka mego brata. I pewnie na mnóstwo imprez przez najbliższe kilka lat.

Po prostu chodzi o to, aby osiągnąć wewnętrzną i zewnętrzną kongruencję, spójność. W żaden sposób nie trwonić czasu na walkę ze sobą. Nie wmawiać sobie, że nie potrzebuję, bo już mam, ale też nie kupować „bo jest okazja, bo się przyda”. Ogólnie „przyda się” to najgorszy wróg minimalizmu i najgorszy argument za dokonaniem zakupu.

Minimalizm to oszczędzanie energii i czasu

Mając mniej poświęcam mniej czasu na sprzątanie, wykorzystuję mniej energii na myślenie o tym, co posiadam, zajmowanie się tym co mam i używanie tego. Mam więcej czasu i więcej siły, mam wewnętrzny spokój, balans. Nie mam chaosu ani wokół siebie ani tym bardziej w sobie. Nie mam dylematu, w jakim kubku wypić kawę, jakie ubranie wybrać, którą książkę poczytać.

Minimalizm musi być w głowie. To postawa życiowa a nie stan posiadania.   

Kaśka

Dodaj komentarz