Co to jest work – life balance?

picjumbo.com_HNCK5772

Wielu z nas sądzi, że work – life balance to wychodzenie z biura przed 17.00 i spędzanie reszty czasu w domu z rodziną lub ze znajomymi.

Często spotykam się z definicją WLB opartą na tym, by nie wyrabiać nadgodzin, aby nie spędzać czasu w pracy lub pracując w domu po pracy. W swoim życiu słyszałam również definicję pracoholika jako osoby, która nie wie, czym jest WLB. Koncepcja WLB powstała w latach 70 XX wieku jako odpowiedź na zwiększający się poziom zaangażowania w pracę pracowników. Szybko rozwijająca się gospodarka i wprowadzane koncepcje zarządzania adaptowane przez różne firmy i instytucje, sprawiły, że pracownicy pracowali o wiele za dużo. Pamiętajmy również przy tym, że nie mieli wtedy dostępu do życia prywatnego w pracy (a  przynajmniej nie w takim wymiarze, w jakim my mamy obecnie), byli wiec o wiele bardziej skoncentrowani na wykonywaniu zadań zawodowych.

A co, jeśli nie o to chodzi?

Work – life balance to utrzymywanie równowagi pomiędzy karierą i ambicją a innymi aspektami życia (relaksem, zdrowiem, relacjami z innymi ludźmi). Celem jest takie utrzymanie proporcji pomiędzy pracą a całą resztą życia, by nie popadać w pracoholizm i nie narazić się na wypalenie zawodowe. I nie jest problemem zdefiniowanie tych aspektów, pomiędzy którymi należy równowagę utrzymać, a jedynie zdefiniowanie tego, czym jest w tym wszystkim „równowaga”. Jednocześnie chcę tutaj podkreślić, że praca to także część naszego życia. Nie ma czegoś takiego jak „praca” i „reszta życia”.

Czym jest balans?

Człowiek chodzący na linie musi być dokładnie skupiony a jego koncentracja ogranicza się na utrzymaniu równowagi. Chwieje się raz w lewo raz w prawo, rozkłada ręce na boki i stawia delikatne małe kroczki dążąc do celu, czyli na drugi brzeg. Nie może się na dłużej zatrzymać, nie może wykonywać zbyt gwałtownych ruchów. Może tylko powoli, krok za krokiem, dążyć do celu, łapiąc powietrze i balansując na linie. Zarówno on, jak i lina, a także przestrzeń po obu stronach liny są jednością. Są w harmonii, doskonałej harmonii. Każdy element tego układu jest doskonale zintegrowany z pozostałymi. Dzięki temu człowiek nie spada z liny. Kontroluje siebie, przestrzeń, linę, cel, poziom koncentracji.

Wyobraź sobie, że jesteś takim właśnie człowiekiem. Codziennie zmagasz się ze spacerem po linie. Po jednej stronie masz „PRACĘ” a po drugiej „RESZTĘ ŻYCIA” (aktywność poza zawodową). Rozkładasz ręce na boki wyznaczając granicę, która ma być buforem – aby praca nie wchodziła na stronę reszty życia a reszta życia nie wkraczała w pracę. Wyobraź sobie, że twoje ręce wyznaczają niewidoczną szklaną ścianę, która chroni przed zewnętrznymi bodźcami, a ty idziesz codziennie spokojnie po linie małymi kroczkami dążąc do celu. Czy byłoby to możliwe?

Codzienność / niecodzienność

Pamiętajmy, że balans to również odpowiednie dociążenie i odciążenie – jeśli istnieje potrzeba, czasem trzeba się przepracować i nie spać po nocach. Są takie dziedziny, branże, zawody, w których istnieje sezonowość pracy (ja np. całe swoje życie zawodowe planuję i opieram na terminach naborów wniosków unijnych). Są więc okresy, gdzie wiem, że będę zawalona robotą i będę spała po 3 -4 godziny. Odpuszczam wtedy inne sprawy i skupiam się na pisaniu wniosków, spotkaniach z klientami, ustaleniach. Uprzedzam rodzinę i znajomych – jest termin, jestem wyłączona, poza pracą robię tylko to, co niezbędne. Ale wiem też, że po złożeniu wniosków nastąpi czas na tę drugą stronę życia. Nie zajrzę wtedy do komputera, albo będę pisała artykuły dla relaksu, rozwijała inne aktywności. Będę miała urlop, czas na czytanie, spotkania ze znajomymi.

W work – life balance wcale nie chodzi o to, że codziennie musisz zamknąć drzwi biura o 17.00 i poświęcić się rodzinie czy znajomym albo hobby czy aktywności fizycznej. Chodzi o to, by wiedzieć, kiedy dociążyć się pracą, a kiedy pora się odciążyć. Tak jak na łódce – czasem wiatr pcha i możesz odłożyć wiosła, czasem jest sztorm i cały wysiłek wkładasz w utrzymanie się na powierzchni, a czasem po prostu musisz się skoncentrować, by wiosłować na tyle efektywnie, by na czas dopłynąć do celu. Wprawiony żeglarz wie, gdzie umieścić w danej sytuacji balast, by było mu najłatwiej realizować plan i osiągnąć cel.

Co sprawia, że nie masz równowagi?

Nie jest prawdą, że work – life balance zależy od tego, jaki zawód wykonujesz. Nie jest też prawdą, że zależy od tego, gdzie pracujesz, na jakim stanowisku, jaki masz zakres obowiązków i czy praca jest bardziej wśród ludzi czy pracujesz w samotności. Możesz być freelancerem, specjalistą, lekarzem, prawnikiem, prezesem czy handlowcem. To w tobie musi być balans i tylko ty odpowiadasz za to, czy potrafisz się utrzymać w dążeniu do celu, rozgraniczając to, co zawodowe od tego, co prywatne.

Błędne jest przekonanie, że mamy za dużo obowiązków, zbyt wiele pełnimy ról, zbyt wiele się dzieje. Projekty realizujemy w chmurze, pracujemy zdalnie z każdego miejsca na ziemi. Komórki pozwalają nam komunikować się z sobą, z klientami, niezależnie od miejsca, w którym się aktualnie znajdujemy. Dzisiejsza technika i technologia atakuje nas z każdej strony i – co najgorsze – ułatwia mieszanie życia zawodowego z prywatnym. I tu jest główny problem. Nie umiemy odseparować się od naszego życia prywatnego będąc w pracy.

Jedna strona medalu

Nie zabieraj pracy do domu i wychodź z biura o stałej (ludzkiej) porze. Tak zdaje się brzmieć główne przesłanie idei work – life balance. Zastanawia mnie jednak, dlaczego idea WLB działa tylko w tę stronę? Dlaczego ciągle chodzi w tym o to, by mieć czas na inne sprawy, a nie tylko na pracę, pracę i jeszcze raz pracę? Dlaczego firmy dbają o to, aby zapewnić pracownikom warunki socjalne do efektywnych przerw w pracy, wydając na to znaczne fundusze, a nie zapewniają warunków do tego, by efektywniej i wydajniej pracować?

Dlaczego pracodawca MUSI dbać o pracownika i jego balans a pracownik o siebie w tym aspekcie dbać NIE MUSI? Dlaczego w ramach /pod przykrywką work – life balance pracownicy mają w trakcie pracy zajęcia fitness, jogi, relaksacji itp. zamiast np. wsparcia specjalistów od produktywności, którzy pomogą im się skoncentrować na zadaniach, nauczą nawyków? Czy nie prościej byłoby zatrudnić osobistego trenera ogarniętości i wspierać efektywność a nie rozluźnienie?

WORK – LIFE BALANCE vs WORKFLOW

A może skupić się na odpowiednim budowaniu atmosfery sprzyjającej pracy, czyli zacząć kultywować WORKFLOW zamiast WORK – LIFE BALANCE? Jeśli pracownik nauczy się produktywności, to jak wyjdzie z pracy sam sobie zorganizuje życie tak, by odpocząć?

Dlaczego nikt nie mówi o tym, żeby w pracy koncentrować się na pracy, a nie na tej pozostałej części życia?  A co jeśli przyczyna braku równowagi leży właśnie w tym, że w pracy nie zajmujemy się pracą, mamy za dużo luzu, za dobre warunki? Brak umiejętności zarządzania swoją energią i wykorzystwania wyżów energetycznych do efektywnego wykonywana wyznaczonych zadań w oparciu o priorytety doprowadza nas do tego, że musimy zabierać pracę do domu. To rodzi frustrację i brak czasu na dogłębny relaks i odpoczynek. Pecha prawdziwego mają jednak ci, którzy przyjaźnią się dodatkowo z prokrastynacją i odkładanie w czasie wykonywania zadań czy w ogóle czegokolwiek jest ich naturalnym, codziennym głównym zajęciem.

Śpisz w nocy to ci się zbiera

Jest taka anegdota: żona narzeka, że tyle do zrobienia w domu, a mąż odpowiada jej (siedząc na kanapie z pilotem w jednej dłoni i piwem w drugiej): „Śpisz w nocy to ci się zbiera”.

Dla mnie to proste przełożenie na praktykę zawodową: zajmujesz się sprawami pozazawodowymi w pracy? To lista zadań puchnie i pęka w szwach. Zbyt wiele czasu w pracy poświęcamy na życie prywatne, co sprawia, że obowiązki się nawarstwiają. Nie wykorzystujemy swojej energii w sposób efektywny. Nie potrafimy się skoncentrować na zadaniach do wykonania, bo SĄ WAŻNIEJSZE SPRAWY: szukamy na allegro prezentu dla przyjaciółki, omawiamy z koleżankami weekendowe grillowanie lub zakres prac domowych naszych dzieci, z kolegami gadamy o kolejnych meczach czy polityce.

Jesteśmy uzależnieni od wiadomości i informacji, ploteczek, smartfonów, tabletów, mediów społecznościowych. Znam osoby, które mają tablet na biurku tylko dlatego, że nieustannie są online w grze. Znam takie, które przewijają ekran bo szukają inspiracji (ale rzadko do wykonania zadania, bardziej tak do życia). Idziemy do pokoju socjalnego zrobić sobie szybką kawę i programowa 10-cio minutowa przerwa (jakże ważna w pracy dla naszej efektywności i zdrowia psychicznego oraz fizycznego) przedłuża się do godziny (owszem, czasem w socjalnym dyskutujemy nad rozwiązaniem jakiegoś zawodowego problemu lub wspólnym zadaniem – racja).

Paradoksalnie, pokoje socjalne, które powstały dla poprawy efektywności zawodowej pracowników w oparciu m.in. o WLB, nie do końca spełniają swoją rolę. Zamiast krótkich, higienicznych przerw, umożliwiają pracownikom przestrzeń do zbyt długich poza zawodowych dyskusji. Podobnie w kwestii wspólnego gotowania w czasie pracy (to dopiero warunki socjalno – bytowe, prawda?) czy zajęć fitness w przerwie (ale nie na lunch, tylko w dodatkowej jakiejś przerwie).

W czasie pracy dzwonimy umówić wizytę u specjalisty, omówić wieczorny strój i makijaż na imprezę a nierzadko „wyskakujemy” coś załatwić. Celebrujemy, świętujemy, uczestniczymy w zebraniach, które często są bezcelowe. Potrzebujemy ciągłych bodźców, rozpraszaczy, wymówek. A cel? A zdania? To później, „w wolnej chwili”.

Pracujesz, aż skończysz

Niestety, takie działanie prowadzi donikąd. Sprawia, że pracujesz, aż wykonasz wszystko co masz na liście – kiedy ostatnio tak się zdarzyło? Wychodzisz w końcu z pracy (bo gnasz gdzieś dalej) z poczuciem winy, masz w głowie te wszystkie sprawy, które nie zostały wykonane. Wracasz do domu i zajmujesz się pracą, odpuszczając inne aktywności. Zabierasz pracę do domu…

Poświęć czas na efektywność, a nie na zajętość

Przełom lat dziewięćdziesiątych i wyjście z PRLowskiej rzeczywistości sprawiło, że kultowa stała się zajętość i zarządzanie czasem / sobą w czasie. Ciągle jesteśmy zajęci, gnamy, pędzimy, zaliczamy kolejne zadania, imprezy, szczeble kariery – byle jak, kosztem … no właśnie, każdy ma jakiś koszt alternatywny, który ponosi przez to, że ciągle jest zajęty (znajomi, relacje, zdrowie, rodzina, hobby, urlop). Musi być, tak po amerykańsku (może dzięki temu będziesz mógł odpowiedzieć na pytanie „co słychać?” – OK., super, w porządku).

Gdyby nagle się okazało, że trzeba dodać jeden dzień w kalendarzu (dajmy na to jutro byłby jeszcze raz poniedziałek 27 czerwca – tak jak co 4 lata luty ma dodatkowy 29 dzień) to NIKT nie miałby pomysłu, co z tym dniem zrobić. Myślisz teraz pewnie o tym, co by nadrobić w ten dodatkowy dzień. A dlaczego nie o tym, by zrobić sobie day off – tak po prostu.

Naucz się zarządzać energią. Swoją witalnością, siłą fizyczną, potencjałem intelektualnym. Dbaj o siebie – naucz się odpoczywać, odpuszczać. Nie musisz być ciągle zajęty by być efektywny. Odpoczynek to nie jest zbrodnia (tak jak i nie odbieranie telefony służbowego po pracy i nie kontrolowanie informacji firmowych, meili itp.).

Nie tylko biuro

Często słyszę, jak freelancerzy czy osoby pracujące w domu, samodzielnie, na własnej działalności, gdy nikt nie patrzy i nie kontroluje, twierdzą, że „mając własną firmę (w domu) nieustannie jesteś w pracy”. Co za głupota! Takie osoby mają najłatwiejszą atmosferę do prowadzenia zrównoważonego życia. Będąc samemu sobie szefem, sterem, żeglarzem, okrętem – nikt, ale to zupełnie nikt nie ma wpływu na to, kiedy pracujesz, a kiedy odpoczywasz. To kwestia dyscypliny, nawyków, narzucenia sobie pewnych ram. Nie jesteś od nikogo zależny, nie wykonujesz cudzych zadań, nie musisz przed nikim odpowiadać. Rządzisz swoim życiem – również zawodowym. Jakże mało osób wykorzystuje tę szansę.

Work – life balance jest w tobie

WLB zależy od tego, na ile znasz siebie. Czy potrafisz określić cele i priorytety? Czy potrafisz się koncentrować na zadaniu, czy masz swoje nawyki, rytuały i standardy, które sprawią, że praca nie będzie się mieszać z nie-pracą? Czy robisz to, co lubisz? Czy lubisz to, co robisz? Work – life balance zależy też od tego, na ile potrafisz odpuszczać. Trzeba wiedzieć, co jest teraz ważne i kiedy można pozwolić sobie na to, by wyskoczyć w czasie pracy po nowe buty czy na obiad z przyjaciółką.

Ty decydujesz, czy umiesz iść małymi krokami do celu, stąpając po linie. Koncentrując się na pracy do wykonania. WLB to nie wychodzenie z pracy codziennie o 17.00. To umiejętność wykonania pracy w terminie, czyli najprościej rzecz ujmując – skupienie się w pracy na pracy a nie na życiu towarzyskim i sprawach rodzinnych czy prywatnych. To umiejętność takiego balansowania, aby sprawy poza zawodowe nie przeszkadzały w wykonywaniu obowiązków, a jednocześnie skupienie się na tym, by wykonać efektywnie zadania. Im więcej zrobisz pracy w pracy, tym mniej zaprząta ona twoją głowę, gdy wyjdziesz z biura. A im mniej zaprząta twoją głowę gdy wyjdziesz z biura (korporacji, urzędu, firmy czy po prostu odejdziesz w domu od komputera czy maszyny do szycia) tym na inne sprawy masz więcej czasu.

Samodzielnie decydujesz, kiedy i w której części swojej łódki kładziesz balast. Ty decydujesz, czego w danym momencie ci potrzeba, by złapać równowagę. Tylko ty wiesz, kiedy następuje ten moment satysfakcji, równowagi, braku napięcia, uwolnienia myśli od pracy w domu i w pracy od spraw prywatnych. Aby pomóc sobie w złapaniu równowagi naucz się efektywniej pracować, zadbaj o workflow a work-life balance pojawi się samo.

Kaśka

Ciekawe podejście do WLB zostało również zaprezentowane w tym artykule

 

Dodaj komentarz